RELACJE PISANE
HISTORIA GRZEGORZA JANKOWSKIEGO OPISANA PRZEZ RODZICÓW
Jako rodzice piszemy w sprawie naszego syna Grzegorza Jankowskiego, który obecnie przebywa w Areszcie Śledczym w Kielcach. Syn nasz trafił tam z powodu zajść jakie miały miejsce na dworcu kolejowym w Tarnowie po meczu piłki nożnej pomiędzy GKS Katowice a Stal Stalowa Wola w dniu 22.03.08 r.
Sytuacja przedstawia się następująco. Syn nasz był na tym meczu, jechał tym pociągiem, ale nie brał udziału w zajściach jakie miały tam miejsce. Ani na chwilę nie wysiadł z pociągu w Tarnowie. Mamy na to świadków, którzy chcą zeznawać pod przysięgą przed sądem. Cały czas siedział w pierwszym składzie, drugim wagonie. Siedział ze swoim najlepszym kolegą Łukaszem. Oprócz niego siedzieli tam jeszcze inni, kilku z nich zgłosiło się do nas na świadków. Mało co wiedział o tym co tam się działo, przecież całą drogę drzemał. Był zmęczony, bo ostatniej nocy pracował. W Krakowie-Mydlnikach, gdy spacyfikowano pociąg, do przedziału wpuszczono gaz, zrobiło się potworne zamieszanie i krzyk, nie wiedział co się dzieje. Wpadła policja, kazali im wszystkim kłaść się na podłodze. Tam było bardzo ciasno. Nie wszyscy zmieścili się na podłodze, więc kładli się jeden na drugim. Miał pecha, że znalazł się na górze i najbardziej dostał od policji. Policjanci wpadli do przedziału chodząc po leżących, tłukli gdzie popadnie. Nasz syn o mało nie stracił życia, ponieważ został uderzony w tył głowy i stracił przytomność. Dobrze nie pamięta, wie tylko, że w koło słychać było jęki, krzyki, policja wyzywała i biła. Potem wywlekali z przedziały osoby, które im się nie podobały. Nasz syn nie był wśród tych osób, których rzekomo rozpoznano. Następnie wszyscy musieli opuścić przedział. Na peronie musieli leżeć, później klęczeć i robiono im zdjęcia i spisywano. Pragniemy zwrócić uwagę, że to wszystko działo się pod nadzorem wyższych rangą funkcjonariuszy policji. Młodzi policjanci wyżywali się ile weszło na kibicach , a ich dowódcy patrzyli na to wszystko. Syn źle się czuł, zwymiotował. Prosił policjantów, żeby wezwali lekarza. Po wielu prośbach wezwano pogotowie. Do karetki prowadziło go dwóch policjantów. Prosił, żeby szli wolniej, bo kręciło mu się w głowie, a oni celowo przyśpieszali i go ciągnęli. Z podejrzeniem wstrząsu mózgu został zabrany do krakowskiego szpitala. W szpitalu lekarz zapytał go czy on też z tego pociągu, już jednego pacjenta mieli z tej akcji. Gdy odpowiedział, że tak, lekarz powiedział – „To ciekawie zapowiada się nam ta noc". Zrobiono mu tomografię czaszki i podano kroplówkę. Następnego dnia ze względu na to, że są święta, lekarz wypisał go do domu. Zalecono mu leżenie w łóżku i odpoczynek, gdyby poczuł się gorzej miał natychmiast zgłosić się do miejscowego szpitala. Oboje odebraliśmy go i zawieźliśmy do jego domu do Zabrza. Nadal bolał go głowa, był bardzo zmęczony i brudny od tego kilkugodzinnego leżenia na betonie na Dworcu Kolejowym w Krakowie-Mydlnikach. Po powrocie do domu, gdzie czekała na niego żona i ukochana córeczka- 9-miesięczna Asia, opowiedział nam wszystko co wydarzyło się na dworcu w Mydlnikach. Jak ich potraktowali „stróże prawa" i co przeżywał. O zajściach na dworcu w Tarnowie mało mówił, bo sam mało wiedział.
Dlaczego policja nie aresztowała tych, którzy wybiegli na dworzec w Tarnowie? Właśnie tam byli ci właściwi. Dlaczego policja pozwoliła im się skryć między niewinnych kibiców?
Dlaczego za nich ma odpowiadać ma nasz syn, który nic nie zrobił? Siedział w pociągu i za to ma dostać wyrok? Za to jest teraz w areszcie?
Kontaktowaliśmy się z kolegą naszego syna, który siedział z nim w przedziale. On z kolei w czasie pacyfikacji leżał na spodzie pod innymi. Po wyrzuceniu ich z wagonu kazano im leżeć na peronie, potem klęczeć. Policjanci chodzili i losowo wybierali osoby, które rzekomo brały udział w zajściach w Tarnowie. Z tego losowego wyboru padło na niego. Przez kilku policjantów został wywleczony na bok i zbity pałkami. Czekał na transport do aresztu, ale w tym całym zamieszaniu policjanci za dużo wybrali osób i nie było dla niego miejsca w radiowozach. Gdy czekał w kolejce do policyjnego samochodu, jeden z policjantów w pewnym momencie powiedział – „Nie ma miejsca, wypierdalaj do pociągu!” Dostał więc parę kopniaków i z powrotem wygnali go do wagonu. Był cały posiniaczony, bolały go żebra, ale był szczęśliwy, że mógł wrócić do domu. Policjanci nie byli pewni swojego wyboru, chodziło im tylko o ilość wybranych osób, a nie o rzeczywistych sprawców. Gdyby byli pewni, że on brał udział w zajściu na pewno znaleźli by miejsce w radiowozie. Ale najwidoczniej wybrali za dużo osób niż mieli wybrać. Wybierali na podstawie koloru bluzy, spodni lub po posturze.
Kilka dni po tych zajściach, 2 kwietnia rano, około godziny 645 policja po cywilnemu przyszła do mieszkania naszego syna. Przeszukali całe mieszkanie i samochód, potem zakuli go w kajdanki i wywieźli do Tarnowa jak najpospolitszego bandytę. Najwidoczniej policja obawiała się że przyłączy się do kibiców skarżących ich o pobicie i postanowili pozbawić go praw, zamykając go.
Wydaje nam się, że policja w ten sposób próbuje zamknąć mu usta, a w dodatku oskarża, że to właśnie on brał udział w całym zamieszaniu i stąd te obrażenia, próbuje zrobić z niego chuligana. Wystarczy wejść na forum internetowe (http://www.forumgieksy.pl) i poczytać relacje naocznych świadków jak tam rzeczywiście było. Niestety podczas przesłuchania słuchano tylko jednej strony - policji, a nasz syn nie miał nic do powiedzenia, z góry ustalono, że zostanie skazany, ale dlaczego właśnie wypadło na niego? Dlatego, że kocha piłkę nożną, czy to już jest przestępstwem w naszym kraju? Zastanawia mnie jak teraz młody człowiek, taki jak nasz syn, wyobraża sobie życie w naszym „państwie prawa”, po takim potraktowaniu przez policję. Co on teraz czuje w swoim młodym sercu, w więzieniu wśród różnego rodzaju przestępców, czy wytrzyma psychicznie tę sytuację. Bardzo się boimy o niego, ponieważ jest wrażliwym człowiekiem. W szkole zawsze stawał w obronie słabszych, gdyż nie znosił bezprawnego poniżania. Został aresztowany w pamiętny dzień 2.04.2008r, w trzecią rocznicę śmierci naszego ukochanego Papieża Jana Pawła II. Następnego dnia był przesłuchiwany w tarnowskiej prokuraturze, a około godziny 22:00 sąd wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu w postępowaniu przygotowawczym na okres trzech miesięcy. Grzegorz jest podejrzany o przestępstwo z art.223kk w zw. z art.57a1 kk. Przewieziono go do aresztu w Kielcach. Więc w takiej sytuacji to już nie są żarty, kiedy zarzuty przedstawia się niewinnemu człowiekowi i zamyka się go na 3 miesiące w areszcie. W postanowieniu sądu wobec naszego syna zastosowano areszt z obawy przed próbami matactwa z jego strony. To jest bezsensowne, ponieważ zajście było 22.03.2008r a został aresztowany 2.04.2008r więc gdyby chciał mataczyć miał na to dość czasu.
Odnośnie naszego syna. Jest osobą dotychczas niekaraną, nie miał nigdy kłopotów z prawem. Ukończył Technikum Elektroniczne w Zabrzu, zdał maturę. Założył rodzinę, ma żonę i małą córeczkę. Znalazł dobrą pracę, był z niej zadowolony. Szef firmy na okres aresztu udzielił mu urlop bezpłatny. Córeczka jego jest rehabilitowana dwa razy w tygodniu. Cierpi na hipotonię. Syn jest jedynym żywicielem rodziny. Teraz pozostawił rodzinę bez środków do życia. Jego żona dostaje 450zł zasiłku wychowawczego i rodzinnego miesięcznie, a z tego 100zł tygodniowo wydaje na zabiegi, nie wspomnę o lekach. Dziecko często choruje.
Sprawa, w której nasz syn jest osobą podejrzaną jest niejasna i zawiła. Do dnia dzisiejszego zadajemy sobie pytanie: dlaczego tarnowska policja nie zatrzymała nikogo na miejscu zdarzenia i dopuściła do odjazdu pociągu? Dlaczego służby, które powinny bronić niewinnych ludzi bestialsko je biją? Nie ulega wątpliwości że zachowanie pseudokibiców na dworcu w Tarnowie należy uznać za bandyckie, a winni powinni ponieść konsekwencje, lecz nie mogę zrozumieć, dlaczego policjanci wskazują na osoby przypadkowe. Skandaliczne naruszenie procedur przez funkcjonariuszy policji przy identyfikacji sprawców rujnuje życie niewinnemu, młodemu człowiekowi, jakim jest nasz syn.
Prosimy o pomoc w tej sprawie, nie wiemy co dalej robić i gdzie się udać. Jesteśmy zwykłymi ludźmi, i cała ta sprawa nas przerosła. Nasz syn tam siedzi i czeka na naszą pomoc.
Z poważaniem
Elżbieta, Janusz Jankowscy
ul. Młodopolska 17/10 44-119 Gliwice
|